Adam 'Taisum' Musiatewicz Adam 'Taisum' Musiatewicz 01.09.2020

Ach, herbata! CHŁOPI ją chętnie pijają ...

Dziś początek tak upragnionego roku szkolnego 2020/2021. Na dobry start trochę o lekturach, a właściwie o jednej lekturze.

Cudowny dla Polski rok 1918. Odzyskaliśmy Niepodległość a polska organizacja naukowa Akademia Umiejetności zgłosiła Władysława Reymonta jako kandydata do Nagrody Nobla!

29 października 1924 roku pisarz zwierzał się listownie, polskiemu konsulowi w Szwecji:

„Tak porywająco kreślicie możliwe zwycięstwo, że rozdyndałem się do głębi. Nie wierzę, a równocześnie bronię się przed rozmarzeniem i snuciem przypuszczeń – a jeśli”

Dwa tygodnie później, 13 listopada 1924 roku Akademia Szwedzka ogłosiła przyznanie autorowi Chłopów literackiej Nagrody Nobla. Ten sukces został przyjęty z prawdziwym entuzjazmem. Nasz kraj, który zaledwie kilka lat wcześniej odzyskał niepodległość i ja obronił, potrzebował takiego impulsu. Hołd pisarzowi składali przedstawiciele władz i wszystkich grup społecznych, a przede wszystkim chłopów. Ruszyła lawina przekładów dzieł Reymonta na języki obce. Ten triumf przyszedł jednak zbyt późno. Chory na serce pisarz nie mógł osobiście udać się do Sztokholmu, by odebrać wyróżnienie. Bardzo nad tym ubolewał. W kolejnym liście pisał z żalem:

„Okropne! Nagroda Nobla, pieniądze, sława wszechświatowa i człowiek, który bez zmęczenia wielkiego nie potrafi się rozebrać. To istna ironia życia. Urągliwa i prawdziwie szatańska”

Reymont zmarł rok później!

Czterotomowa epopeja "Chłopi" została podzielona zgodnie z porami roku. Tak jak toczy się życie mieszkańców wsi. Reymont opisał je na podstawie własnych obserwacji, które poczynił w czasie pracy jako zawiadowca na stacji kolejowej w Lipcach. Powieść została doceniona za szczegółowy, wręcz reporterski w charakterze opis życia chłopskiego na przełomie XIX i XX wieku. Autor dzięki własnym doświadczeniom i obserwacjom sportretował życie, które biegło rytmem wyznaczanym przez nieustanną pracę na gospodarstwie, podlegało tradycyjnym normom wiejskiej wspólnoty. No dobrze, tyle gwoli przypomnienia. A teraz o herbacie.

Na jesieni w Lipcach czekano na ostatni jarmark, Możemy się wczuć, bo początek września jak prawdziwa głeboka jesień, zimno, pada i ogólnie ponuro. Otóż na jarmarku w Lipcach można się było rozgrzać jadłem i napojem:

Gdzieniegdzie zaś pomiędzy wozami i kramami kurzyło się z blaszanych kominków - tam sprzedawali gorącą herbatę - a insze jadło, jako to: kiełbasę prażoną, kapustę, barszcz z ziemniakami też mieli.

Zima też nie sprzyja poprawie humoru. Szybko zapadające ciemności są powodem rozżalenia, depresji i kłótni między sąsiadami. Powodują też zazdrosne spojrzenie na życie innych a już szczególną rolę odgrywa w tym nasz napój:

- ...Juści, że jakby w chlewie siedzimy, juści! - szeptała rozglądając się po izbie - a tam i podłoga, okna jak się patrzy, ściany bielone; i ciepło, i czysto, i wszystkiego po grdykę... Co oni tam robią?... Józka zmywa statki po biedzie, a Jagna przędzie i przez czyste, niezamarzłe szyby na świat spogląda... brak jej to czego!... Wszystkie korale dostała po nieboszczce, a tyle wełniaków, tyle szmat, tyle chust!... Nie narobi się, nie umartwi niczym, tłusto zje... Stacho powiedał przecie, że Jagustynka za nią robi, a ona do białego dnia się wyleguje pod pierzyną i herbatę popija ... ziemniaki jej nie służą... a stary się ino przymila i kiej koło dzieciątka zabiega....
Gniew ją przejął nagły, aż się porwała od skrzynki i pogroziła pięścią.
- Złodziej, ścierwa, złodziej, lakudra jedna, tłuk! - wykrzyknęła w głos, aż stary, co był na przypiecku drzemał, zerwał się przestraszony.

Obgadywanie też kwitnie gdzie się da, szczególnie dogadywanie staremu Borynie:

-...a stary sam warzy mleko, to herbatę i do pierzyny jej nosi ... - mówili, że nawet sam koło krów chodzi i z Jagustynką wszystko obrządza, byle ino ona se rączków nie powalała ... pono kupił w mieście porcenelę (nocnik), by się nie przeziębiła za stodołę wychodzić...

Herbatą lub arbatą częstuje się gości. Czasem jej zabraknie, ale jeśli chałupę odwiedza dziedzic albo ktoś z jego rodziny, jest szansa że sam ją sobie przyniesie:

Nieznajomy zdjął kożuch, ale snadź zimno mu było, bo wstrząsał się cały, zacierał ręce i coraz bliżej przysuwał się do ognia.
- Ciężka zima latoś - szepnął.
- Pewnie; że nie letka. A może mleka zgotować na rozgrzewkę?
- Dziękuję, gdybyście mieli herbatę!...
- Była ci, była, jeszcze jesienią, kiej mój chorzał na brzuch, przywiezłam z miasta, ale wyszła, a nie wiem, u kogo by na wsi znalazł...
- A dobrodziej pono cięgiem arbatę piją - wtrącił Witek.
- Nie potrzeba, nie, herbatę mam ze sobą, zagotujcie mi tylko wody...
- Wrzątku niby!
Przystawiła garneczek z wodą do ognia i siadła z powrotem do kądzieli, ale nie przędła, tyla co czasem furknęła wrzecionem dla niepoznaki i spozierała na niego pilnie, pełna głuchego niepokoju i ciekawości: co za jeden, czego chce, może z urzędu, po jakim spisie, bo cięgiem zaglądał do książeczki?... Przyszła wkrótce Józka, a za nią zaraz zajrzała Wawrzonowa, to któryś z sąsiadów, bo się już było rozniesło w sąsiedztwie, że jakiś obcy siedzi u Borynów A on wciąż się nagrzewał nie bacząc na ludzi ni ich szepty i uwagi, dopiero gdy się woda zagotowała, wydobył z jakiegoś papierka herbatę, zasypał, sam sobie wziął z półki biały garnuszek, nalał wrzątku i przegryzając kawałkiem cukru, popijał i chodził po izbie, a przyglądał się obrazom, sprzętom, to stawał na środku i tak przenikliwie spoglądał w oczy, że ludziom miętko robiło się w dołku. ... Umilkł znowu, nalał sobie drugi raz herbaty, usiadł przed kominem i z dobre parę pacierzy nie rzekł ani słowa.

Nasz napój musiał być cenny w oczach chłopów. Kiedy zmawiają sie na Jagnę i wójta wypominają temu drugiemu hulaszcze życie na koszt gromady wiejskiej:

- Zwalić go z urzędu, to jedyna rada, zaraz mu trąba zmięknie! - prawił stawiając nową kwaterkę. - Posadzilim go na wójtostwie, to mocnim i zesadzić! To, co dzisiaj zrobił, wstyd la całej wsi, aleć gorsze robił, z dziedzicem zawdy trzymał na szkodę gromady, szkołę chce w Lipcach stawiać, Miemców na Podlesie to on pono dziedzicowi naraił. A hula cięgiem, pije, stodołę sobie postawił, konia przykupił, mięso co tydzień jada i herbatę pija - za czyje to pieniądze? Co? Juści, nie za swoje, jeno za gromadzkie...

Wartość herbaty podkreśla jej podanie w czasie stypy po Borynie:

W Borynowej izbie już było wszystko urządzone do potrzeby, wzdłuż ścian ciągnęły się stoły; obstawione długachnymi ławami, że skoro się jeno rozsiedli, zaraz podano gorzałkę i chleby. Przepili godnie, w cichości a powadze, przegryźli coś niecoś i organista zaczął czytać z książki sposobne modlitwy, a potem zaśpiewali litanię za umarłego; wtórowali mu ochotnie i gorąco, przerywając jeno wtedy, kiej kowal puszczał flachę w nową kolejkę, a Jagustynka chleb roznosiła.
Kobiety zebrały się po drugiej stronie u Hanki; piły herbatę, pojadały słodki placek i pod przewodem organiściny zaśpiewały tak rzewnie i przejmująco, jaże kury zagdakały po sądzie. I tak ano wspominając poczciwie nieboszczyka naród pojadał, popijał, popłakiwał i śpiewał za jego duszę pobożne pieśnie, jak przystało w taką porę i za takiego gospodarza...
Stypa była suta, Hanka zapraszała serdecznie nie żałując jadła ni napitku, gdyż w południe, kiej już niejeden jął się oglądać za czapą, podali kluski z mlekiem, a potem prażone mięso z kapustą i groch szczodrze omaszczony.
- Drudzy takiego wesela nie wyprawiają! - szepnęła Bolesławowa. ...

Proboszcz pocieszał łaskawie sieroty, głaskał dzieci, a zgwarzając się z gospodyniami chętliwie nawet popijał herbatę, którą mu Józka podała.

Kolejnym potwierdzeniem wartości herbaty w domu chłopskim była tradycja jej popijania na codzień. Jednak dom musiał być bogaty!:

Organistowie wraz z dziećmi siedzieli pod wiszącą lampą popijając herbatę, zaś Jasio chodził po pokoju i cosik rozpowiadał. 

Pamiętacie jak Witek nazywał herbatę? ARBATA! Otóż owa arbata była traktowana również jako lekarstwo:

Wama cosik niezdrowo po wczorajszym? - szepnęła Jagustynka susząc plecy przed kominem.
- Juści, trzęsie się we mnie i cięgiem me kopie, mgli me przy tym...
- Połóżcie się. Trzeba by się wam napić maciórkowego naparu! Strzęśliście się wczoraj! - zafrasowała się bardzo, ale że zapachnęła kiszka przysmażona, siadła wraz z drugimi do śniadania, łakomie wypatrując większego kawałka.
- Pojedzcie i wy, gospodyni: głodzeniem zdrowiu nie pomoże...
- Kiej mi się mierzi mięso; arbaty se zgotuję.
- Na przepłukanie flaków niezgorsze, ale byście się gorzałki przegotowanej z tłustością i korzeniami napili, rychlej by pomogło...

Pan Jacek, kuzyn dziedzica co to własną herbatę ze soba przyniósł, nauczył się jej pić w dalekich krajach gdzie leczył się po ranie z powstania styczniowego. Stał się prawdziwym herbatoholikiem:

- Zrobił se legowisko pobok mojego i siedzi. Wychodziłem, to na progu papierosa kurzył i wróble ziarnem przynęcał.
- A cóż to jadł będzie?
- Garnuszki ze sobą sprowadził i arbatę cięgiem warzy a popija...
- Na darmo tego nie robi, cosik w tym być musi, że taki pan...
- A jest, że do cna ogłupiał!

Jak trzeba coś po trzeźwemu obgadać, to nawet kowal, dziedzic i młynarz napiją się herbaty:

Hale, kiej się bojałem przystąpić, bo Michał se siedzą z dziedzicem u młynarza i piją arbate - powiadał zziajany.
- Z dziedzicem?
- A juści, przeciek go znam! Arbate se piją i placek pojadają, dobrze widziałem. 

Herbatę można było kupić ale niektórzy we wsi zdobywali ją w ciut inny sposób:

A tak i stara poszła we świat - zaczęła Jagustynka
- Kto? - spytała Anna podnosząc się.
- A stara Agata.
- Na żebry...
- Juści, że na żebry! Hale! nie na słodkości, ino na żebry. Obrobiła krewniaków, wysłużyła się im bez lato, to już ją puściły na wolny dech.
- Wróci na zwiesnę, to im naznosi w torebeczkach, a to i cukru, a to i harbaty, a to i grosza coś niecoś; zaraz ją będą miłowały, każą spać w łóżku, pod pierzyną, robić nie dadzą, coby se wypoczena. A wujna, a ciotka jej mówią, póki tego ostatniego szelążka od niej nie wyciągną... A jesienią to już la niej miejsca nie ma w sieni ani we chliwie. Scierwy, psie krewniaki i zapowietrzone ...

Proboszcz nie tylko popijał herbatę na stypie, herbata jest najlepsza do odkrywania literatury, zarówno świeckiej jak i religijnej:

- Pono ptaszki nosiłeś dobrodziejowi? - zagadnął Boryna.
- Nosiłem, nosiłem! - Położył z nagła łyżkę i jął opowiadać, jaku go to ksiądz wezwał na pokoje, jaku tam piękne, że tyla księgów.
- Kiedy tu un wszystkie przeczyta? - ozwała się Józia
- Kiedy? A wieczorami! Chodzi se po pokojach, popija arbatę i cięgiem czyta.
- Musi być... nabożne wszyćkie - wtrącił Kuba
- Przeciech nie lementarze.

Uff, rozpisałem się, choć zmusił mnie pośrednio sam Władysław. Herbata i literatura idą więc w parze ze zwyczajami XIX wiecznej polskiej wsi. Jak będziecie czytali Chłopów, zaparzcie sobie dobrą czarną ARBATĘ  to lektura pójdzie jak z płatka. To jednak nie koniec literackiej drogi herbaty. Do zobaczenia na kolejnych spotkaniach z literaturą, nie tylko polską!

Lista komentarzy (0)
Dodaj komentarz