Garrincha, w cieniu Pelego, trochę zapomniany. Niektórzy specjalisci twierdzą że był lepszy od swojego kolegi z drużyny. W swoim ostatnim wywiadzie na 18 miesięcy przed śmiercią w wieku 49 lat, na pytanie czy Pele jest najlepszym piłkarzem w historii odpowiedział z przekąsem
Był dobrym graczem (ale) miał szczęście. Strzelał bramki i miał szczęście, ponieważ miał też dobrych ludzi obok niego, którzy podali mu piłkę.
Tym który najczęściej podawał mu piłkę był właśnie Garrincha. Sam musiał walczyć najpierw o uznanie z powodu swojej deformacji ( jedną nogę miał krótszą ), a następnie z alkoholizmem. Choć historia jego życia i upadku jest smutna i jak to się często zdarza zapomniano o nim a potem przypomniano sobie z powrotem dopiero na jego pogrzebie, jednak obfituje ono w liczne anegdoty. Niektóre z nich dotyczą kawy.
Jak wspominałem w tym poście marketingowcy z Instytutu Kawowego IBC postanowili wykorzystać sławę obu piłkarzy do reklamy kawy. Dlatego Garrincha został ambasadorem Cafe de Brasil. Z powodu zakończenia kariery, oraz osobistych tragedii popadł w depresję. Jego żona stwierdziła że pomóc mu może tylko zmiana środowiska. Wyjechali do Rzymu. W Europie miał reklamować kawę z Brazylii. Praca była prosta, miał pojawiać się na targach, uśmiechać, rozdawać uściski i reklamować kawę. Jak wypadł? Biografowie zanotowali pewien incydent:
Na targach w Bolonii, kiedy Garrincha rozdawał woreczki z kawą, podszedł do niego pewien Włoch i zapytał.
- Czy naprawdę brazylijska kawa jest tak dobra?
- Nie wiem - odparł Garrincha - NIGDY jej nie piłem. Ale wiem, że brazilijska Cachaça jest fantastyczna!
Prawdziwy wirtuoz marketimgu kawowego, nieprawdaż ;-). Ale ten blog nie jest o alkoholu, ( co pewnie niektórych rozczarowało ) dlatego spróbujcie zrobić sobie cafezinho dodajcie kroplę cachaça i powspominajcie genialnego dryblera, który jednak pijał kawę jak każdy brazylijczyk. O tym napiszę juz w innych postach.