

Money, money money, always ... tasty
Kiedy człowiek zaczyna kolejny etap dbania o zdrowie i dojdzie do challengu zwanego "odstawiam cukier" to pisanie na taki temat jak dziś może tylko w***nerwić. Ale jestem przecież boss i zwykła sacharyna mi nie podskoczy.
Dzisiaj zacznę nowy cykl postów o tytułowej "kasie". Na pierwszy ogień pójdzie czekolada. Pamiętacie takie to cudeńka?
Wraz z powszechnymi, a niedługo znów obecnymi na sklepowych półkach, kalendarzami adwentowymi stanowiły one jedną z najczęściej pochłanianych słodkości mojego dzieciństwa. Do tej listy zaliczały się też tak zwane "ruskie konfiety" ale o nich innym razem. Cóż mi zostało w pamięci po konsumpcji tychże rarytasów. Słodki smak to oczywista oczywistość, jednak ten tłusty posmak na języku to jednak była mordęga. Do dzisiaj produkowane są takie monety z najgorszej jakościowo czekolady i choć chodzą słuchy że za produkcję takich monet wzięły się szacowne firmy czekoladowe jak i rzemieślnicze manufaktury, ale wybaczcie, do ust czegoś takiego już nie węzmę. Odnotowujemy fakt iż poza rzeźbieniem w czekoladzie można również produkować twardą walutę.
Pamiętacie Williego Wonkę i Złoty Kupon? Na obrazku poniżej to może nie do końca talon na fabrykę ale kto by nie chciał mieć taki banknot ( jeżeli oficjalnie by istniał )
Nie mamy się jednak co wstydzić, MY EUROPEJCZYCY, mamy swoje czekoladowe EURO. Ostatnio zakupiłem taką słodką walutę o nominale pudełkowym 500 EUR, za jedyne 9 PLN. Przyznacie, wymarzony kurs. Dlaczego "jedyne"? Otóż taka samą tabliczkę czekolady znalazłem w holenderskim sklepie z czekoladowymi pieniądzami, za całe 16 złociszy. Oszczędziłem 1 EUR. :-) Niedługo na fanpage bloga zrobimy "unboxing" a narazie popodziwiajcie :-)
Dlaczego jednak taki temat zapytacie. Otóż jest to wstęp do serii postów o prawdziwych pieniądzach z motywami czekolady ale również i pozostałych bohaterek. Więc już niedługo opiszę prawdziwą wartość naszych używek.